Blog > Komentarze do wpisu
Robin Hood Ridleya Scota

Nie zdradzę chyba niczego kluczowego, jeśli powiem, że film kończy się tam, gdzie zaczyna się większość masy filmów o Robin Hoodzie. To pozytyw, bo ile można oglądać tę samą historię, tylko w innych wersach? Tradycyjny Robin w kapturze mnie już nudzi, a ten potrafił zainteresować.

Oczywiście Ridley Scott nie byłby sobą gdyby nie powielił pewnej kopii, którą widzieliśmy np. w Gladiatorze. Tam mięliśmy bitwę z Germanami w lesie, a tu Anglicy dają łupnia Francuzom podczas oblegania kolejnych zamków. Możemy sobie obejrzeć jedno z takich oblężeń, które wygląda naprawdę widowiskowo i nijak się ma do naszych wyobrażeń o wielkich szturmach wielkich armii. Ciekawa lekcja poglądowa, jakby ktoś chciał kiedyś oblegać jakiś zamek.

Robin Hood Ridleya Scotta - Russell Crowe

Oprócz tego Robin Hood wygląda. A wygląda tam realistycznie zarówno Londyn, jak i wyglądają wsie, wygląda przeprawa przez Kanał la Manche akurat przaśne zabawy wojaków. Choć akurat bieda nie wygląda. Ludzie w filmie nie wyglądają biednie, choć o panującej biedzie w filmie mówi się dużo. Cóż, widać ciężko dorwać nie tylko zabiedzonego aktora, ale także statystę.

Z aktorów rzecz jasna Gladiator, znaczy Robin Hood w postaci Rossela Crowa, który widać, że ma już kilka lat, ale wciąż wie jak machać mieczem i umie ocenić, co jest dobre, a co złe. Co ważne, umie do swojego wyboru przekonać widza.

I mamy też Lady Marion  w której to rolę wcieliła się Cate Blanchett. Nie wiem, co w niej Ridley widzi, ale jest ona tak niepasująca do roli kobiety, w której można się zakochać, że ja zmykałbym gdzie pieprz rośnie. Na szczęście Robin jest bardziej odważny i idzie na całość Nie powiem, Blanchet gra nieźle, ale po prostu mój męski gust krzyczy: Stary znajdź sobie fajniejszą!

Ale żeby była tez łyzka dziegciu, żeby nie wszystko było takie cacy i lukrowane.

Był moment, że spadłem wręcz z krzesła, kiedy usłyszałem dialog w stylu: W tym dni wszyscy jesteśmy Anglikami. I jak tu nie parsknąć śmiechem słysząc takie coś? Jak się pytam!?

Jak nie wyjść lekko zirytowanym po scenie, w której Marion wraz z grupa dzieci naciera na kucykach na regularne wojsko? No jak się pytam…?

Można było tego widzowi oszczędzić.

Ale i tak nie wyjdzie on z kina rozczarowany po obejrzeniu Robin Horda Ridleya Scota.

Polecam, warto.

Dam mu 4 na pięć możliwych punktów, bo to kawał dobrego widowiska.

Robin Hood Ridleya Scotta

Robin Hood, USA 2010, Rezyseria Ridley Scott, 150 minut dobrego widowiska

piątek, 21 maja 2010, kontestujacy

Polecane wpisy